Cyfrowa bliskość czy społeczny dystans: jak wyglądają relacje w erze smartfonów?

Dziewczyna unosi wysoko telefon komórkowy w stronę nieba, próbując złapać zasięg.

autor: Marcel Woźniak, przyjaciel, pisarz i scenarzysta

W opublikowanym na łamach „Harvard Medicine” artykule Zaufaj mi, jestem Twoim smartfonem Stephanie Dutchen zauważa, że z internetu wszyscy korzystamy… inaczej. To znaczy: korzystamy z tych samych aplikacji, ale nie bez powodu nazywani jesteśmy „unikalnymi użytkownikami”.

Jak smartfony zmieniły sposób komunikacji międzyludzkiej?

Dutchen przytacza m.in. badania Alison Wood Brooks z Hellman Faculty Fellow w Harvard Business School. Jej zdaniem, porozumiewanie się przez internet zubaża nas z powodów tak banalnych, jak brak mimiki na twarzy drugiej osoby, brak mowy ciała i całej percepcji emocjonalnej. Czyli: odczuwamy brak tego wszystkiego, czego uczymy się od chwili przyjścia na świat.

Jest to oczywiście jedna strona medalu. Druga to ta, że właśnie w Internecie łatwiej komunikują się ci, którym w rozmowach na żywo odczytywanie emocji przychodzi z większym trudem. W sieci ich szanse się wyrównują.

– Komunikacja twarzą w twarz jest trudna i wyczerpująca – mówi Brooks. – Trzeba jednocześnie zwracać uwagę na to, co mówi druga osoba, monitorować jej mimikę i mowę ciała, starać się dostrzegać jej emocje, a jednocześnie monitorować siebie i to, co próbujesz powiedzieć i przekazać dalej[1].

Dutchen dodaje, że właśnie te, przekazywane twarzą w twarz, a nie Face(book) to Face(book) bodźce „dostarczają wielu informacji, które pomagają nam podejmować ważne decyzje społeczne”. To dlatego wymyślono emotikonki (a także mordercze kropki, ale to inna opowieść).         

Cyfrowa bliskość – nowe formy budowania więzi

Wróćmy znów do Dutchen. Sięga ona w swoim artykule po książkę Bowling Alone: The Collapse and Revival of American Community z 2000 roku. Jej autor, Robert Putnam, analizował spadające zaangażowanie obywatelskie w USA, którego szczyt przypadł na czas pomiędzy II wojną światową, a rewolucją kulturową lat 60. Tytułowa gra w kręgle z książki Putnama jest symboliczną miarą tego, jak zdrowie społeczne dokonało erozji: ludzie przestali gromadnie grać w kręgle, a zaczęli być TV-on.

Galopujący rozwój i zmiany (technologiczne, cywilizacyjne, kulturowe) rozwarstwiły ludzi międzypokoleniowo, określenie „za moich czasów” właśnie wtedy zaczęło brzmieć naprawdę źle, bo czasy się zmieniły (tak, te „co kiedyś to były, a teraz już ich nie ma”). Jednym z hymnów rewolucji kulturowej w USA była piosenka amerykańskiego barda, Boba Dylana, Times Are A-Changin’. W jego filmowej biografii z 2024 roku przełomową sceną jest zagranie na scenie koncertu z użyciem elektrycznych wzmacniaczy.

W naszej opowieści także idziemy śladem prądu, po kablach (on-line, off-line). Po prądzie pojawiają się więc telewizory. W epoce rozwoju telewizji satelitarnej bohater filmu Sieć krzyczy z telewizora:

 – Patrzycie w ekran tak długo, aż wasz świat skurczy się do waszego pokoju! Mówicie „proszę, zostawcie mi tylko mój telewizor i mój toster i dajcie mi spokój!”

W jednym z ostatnich odcinków swojego programu Oprah Winfrey zauważyła, że to uciekanie w telefony zaczęło się już wcześniej. Pamiętamy to zwłaszcza z amerykańskich filmów z lat 70. i 80., gdzie nastolatkowie rozmawiają całymi godzinami przez telefony. Bliżej było im do ludzi odległych o kilometry na końcu kręcącego się, kolorowego kabla niż ludzi mieszkających tuż obok. Kiedy trzeba było, człowiek szedł z tym kablem do sąsiedniego pokoju albo… szafy. Byle wszyscy dali mu spokój.

Społeczny dystans w świecie technologii

Jak podaje Dutchen, badanie opublikowane w 2014 roku w „Psychological Science”, obejmujące dane z 2012 roku, wskazało, że zaufanie społeczne nadal spadało w tempie, które wykazała praca Putnama. Putnam potwierdza: „puszka Pandory” nie zjawiła się z internetem i smartfonami, ale dużo wcześniej.

To, dlatego, kiedy przyszła rewolucja cyfrowa, proces zmian przyspieszył na wszystkich polach. Nasz świat skurczył się jeszcze bardziej niż wcześniej. Nie chodziło już o ekran telewizora – dający namiastkę kontaktu z wielkim światem – ani o telefony – dające kontakt z odległymi nam ludźmi – ale o połączenie tych dwóch urządzeń, z dodatkiem kamery, magnetofonu i… miliona innych gadżetów w jednym. Mają je dziś wszyscy w tłumie. Lecz nie znają swoich imion.

Coraz większe różnice między ludźmi

Cytowany tu wcześniej Putnam tłumaczy, że porzuciliśmy budowanie mostów na rzecz tworzenia więzi. Co to znaczy? Że coraz częściej rozmawiamy tylko z tymi… z którymi się zgadzamy.

Z pozoru nie widać różnicy.  I więzi i mosty oznaczają coś dobrego, kontakt, wyciągnięcie ręki, szansę. „Connecting people”.  W początkach internetu istniały na wielu portalach grupy tematyczne, niczym na Telegazecie. Gromadzili się tam hobbiści surfingu, papug i lutowania cyną. Ten sam mechanizm, który pozwalał kiedyś łączyć filatelistów czy matki, dziś łączy światopoglądowo, politycznie – i równie mocno dzieli. Zjawisko to nazywane jest „bańkami”.

Logika nazywa to zjawiskiem „fałszywej powszechności”. Możemy więc sobie wyobrazić, że kiedy któregoś dnia podniesiemy głowę znad ekranu, otaczać będąc nas tylko te przytakujące nam, niczym samochodowy piesek-maskotka.

Wpływ smartfonów na różne grupy wiekowe

Według badań CBOS z 2024 roku w grupie 18-34 lata z internetu korzysta w Polsce 99% osób. Statystyka ta spada do 96% w grupie 35-44. Starsze roczniki również trzymają się mocno: 86% (45-54 lata), 67% (55-64 lata).

Jak w realny sposób zmienia się nasze podejście od internetu? Oficjalna strona rządowa przedstawia dane pracowni Kantar z 2019 roku, tymczasem spójrzmy, jak według CBOS od tamtego czasu zmieniły się na statystyki. Na pytanie o to czy permanentnie jesteś online, w 2018 roku twierdząco odpowiedziało 30% badanych. W 2024 roku było to już 50%, przy czym w dwóch najmłodszych grupach wiekowych (18-24 oraz 25-34) są to odpowiednio 76% i 62%… (emoji brak)

Psychologiczne aspekty cyfrowych relacji

Raport z badań kończy stwierdzenie: „Obecnie przeważają użytkownicy, którzy są stale obecni online, a nie tylko wchodzą do internetu w konkretnym celu. Jest to zwłaszcza charakterystyczne dla młodszych respondentów”[2]. Wokół telefonów zorganizowaliśmy sobie życie. Zaważyła na tym seria udogodnień, komfort, łatwość, poczucie bezpieczeństwa – wszystko mamy na wyciągnięcie ręki: od księgowości po wyniki badań. Pomiędzy nimi prowadzimy jednak tysiące rozmów, tych kończonych pytajnikami lub emoji. I tak jak z telewizorem i telefonem na kablu – mając telefon w ręku (i słuchawki w uszach) mamy pewność, że wszyscy dadzą nam spokój. Paradoksalnie, spokój znika, kiedy zniknie nasz telefon (albo zasięg). Ośrodek odpowiedzialny w mózgu za dopaminę wariuje, bo zniknęło jej źródło. Nie bez powodu aplikacje, w których pociągnięcie palcem odświeża stronę zbudowano na tej samej zasadzie, co automaty do gry. Zamiast trzech winogron wyskakują nam nowe propozycje znajomych. Uzależnienie jest niewidzialne – tak, jak kabel.

Jak znaleźć równowagę w cyfrowych relacjach?

Poszukując odpowiedzi na pytanie, jak wyglądają relacje w erze smartfonów – nie demonizujemy jednak ani epoki, ani internetu. W Offline zastanawiamy się nad przyczynami, szukamy odpowiedzi u źródeł.

Co by było, gdybyśmy zaczęli grać w kręgle? Gdybyśmy przestali odcinać się od innych, chowając się za ekranem, słuchawką albo za tym małym ekranem z małą ikonką słuchawki? Co by było, gdybyśmy komunikowali się face (book) to face (book)? Gdybyśmy zamiast tkwić w bańkach, zostali choćby „unikalnymi użytkownikami parku”?

W Offline dajemy gwarancję, że idąc boso po trawie o żaden kabel się nie potkniesz. I właśnie tam, bez internetu, na tej trawie, w tym parku, cała Ziemia będzie na wyciągnięcie Twojej ręki. I nogi. Taki to paradoks zasięgu!

[1]    Stephanie Dutchen, Trust Me, I’m Your Smartphone. Does digital communication affect our sense of belonging?, dostęp: magazine.hms.harvard.edu/articles/trust-me-im-your-smartphon

[2]    Zob. cbos.pl/SPISKOM.POL/2024/K_070_24.PDF