Paradoks zasięgu. Znika to, co mamy na wyciągnięcie ręki.

Tłum zwiedzających w muzeum przed obrazem Mona Lisa w Luwrze, fotografujący dzieło smartfonami

autor: OFFLINE FUNDACJA

Jesteśmy bliżej wszystkiego, a jednocześnie dalej niż kiedykolwiek.
Mamy dostęp do całego świata, lecz coraz częściej tracimy z oczu to, co jest przed nami.

Miliony rąk, jeden gest

W Luwrze każdego dnia rozgrywa się ta sama scena: przed obrazem Mona Lisa setki gapiów. Obiekt sztuki, stworzony setki lat temu do kontemplacji, częściej jest pod ostrzałem migawek aparatów w telefonach, niż bacznego wzroku. Być może ci, którzy chcą spojrzeć Mona Lisie w oczy przychodzą o świcie, mając dla siebie kilka chwil spokoju, ale zaraz potem zaczyna się cyfrowy korowód. 

W 1911 roku obraz ten został skradziony przez włoskiego glazurnika, który chciał zwrócić go ojczyźnie artysty. Wierzył, że sztuka powinna być dostępna dla wszystkich.
Dziś każdy może zobaczyć Mona Lisę, wystarczy kliknąć w ekran telefonu. A nawet, jeśli jest szansa obcowania z oryginałem, zapisujemy go w pamięci telefonu. W naszych mózgach dzieje się coś dziwnego: jesteśmy tam, ale jednocześnie nas nie ma. Patrzymy, ale lecz nie widzimy. A Mona Lisa podnosi tylko kącik ust – ni to w uśmiechu, no to w grymasie…

Algorytmiczna rzeczywistość

Dwoje znajomych wpisuje w wyszukiwarkę to samo hasło: „zmiana klimatu”.
Jeden widzi artykuły naukowe od Zielonych, drugi znajduje dowód na to, że to greenwashing.
Oboje są przekonani, że poznają prawdę – tę jedną, jedyną, obiektywną.
W rzeczywistości oboje widzą światy zaprojektowane dla nas przez algorytm.

To właśnie paradoks zasięgu: mamy dostęp do miliardów informacji, ale widzimy coraz mniej.
Jesteśmy połączeni z globalną siecią, a jednak uwięzieni w bańkach treści dobranych przez systemy, które znają nasze emocje lepiej niż my sami. Dwoje ludzi zaczyna się ze sobą kłócić, nie mogąc pojąć, że ta druga osoba nie podziela ich punktu widzenia. Przecież mamy rację, są na to dowody, twarde dane…

Technologia obiecywała wolność, a dała tysiące niewidzialnych smyczy.
Badania pokazują, że sama kolejność wyników w wyszukiwarce potrafi zmienić nasze preferencje wyborcze o 20%. Nie jest to cenzura, tylko niewinna sugestia, subtelne wskazanie kierunku. A w internecie znajdzie się wszystko – tak, jak ChatGPT może nam podsunąć odpowiedź, by wzięty pod włos, poprawić się, pisząc: – Oczywiście, jest odwrotnie, niż to przedstawiłem. Moje niedopatrzenie… 

U ludzi refleksja ma jednak jakąś cenę, trzeba wykonać pewien wysiłek logiczny. I dlatego tak często ludzie wolą zostać “przy swoim”, doświadczając “fałszywej powszechności” (wszyscy, których znam, mówią przecież podobnie!) czy “efektu Dunninga Krugera” (niskie kompetencje i wielka nieomylność razem).

Równowaga, którą tracimy

Raport „Dobrostan Polek i Polaków” Instytutu Infuture pokazuje, że nasze poczucie dobrostanu zależy od równowagi między światem wewnętrznym i zewnętrznym. Wewnętrzny świat tworzą zdrowie fizyczne, zdrowie psychiczne i wewnętrzny spokój.
Zewnętrzny – relacje, kontakt z naturą i codzienny komfort życia.

Technologia zaburza tę równowagę. Wciąga nas w głąb ekranów, w świat natychmiastowych bodźców i cyfrowych emocji, odcinając od rzeczywistości, w której naprawdę żyjemy.
Kiedy scrollujemy do trzeciej w nocy, tracimy nie tylko sen, ale też spokój.
Kiedy rozmawiamy emotikonem zamiast słowem, osłabiamy więź. Kiedy zamiast spaceru wybieramy kolejny odcinek serialu, oddalamy się od natury, która nas regeneruje.

Technologia obiecywała wygodę, a często odbiera nam to, co naprawdę nas wzmacnia: ciszę, obecność, dotyk, rytm dnia. Odbiera nam po prostu nas samych – bardziej się więc jak już czegoś odebrać nie da!
I właśnie dlatego dobrostan – zarówno ten wewnętrzny, jak i zewnętrzny – staje się dziś aktem świadomego oporu wobec świata, który nigdy nie śpi.

Nowa ropa naftowa

Kiedyś paliwem gospodarki była ropa. Dziś jest nim nasza uwaga.
Każde kliknięcie, wyszukiwanie, zatrzymanie wzroku, to dane, które mają dla firm wartość większą niż złoto. Te dane, to nasza wola, nasze gęsty, sympatie i antypatie. Te dane, to model nas samych. W najlepszym interesie biznesowego świata jest, byśmy w internecie byli jak najwięcej i jak najintensywniej.

Yuval Noah Harari ostrzega: „W XXI wieku prawdziwym produktem jesteśmy my”.
To nie my korzystamy z technologii, ale technologia z nas (nie chcemy już nawet boomersko przywoływać scen z filmu Matrix).
Tak, Neo. Nasze decyzje, emocje i nawyki stały się surowcem, którym handlują firmy technologiczne.

Shoshana Zuboff nazwała ten system kapitalizmem inwigilacji; światem, w którym nie płacimy pieniędzmi, lecz prywatnością. Technologia przestała być neutralna w momencie, gdy zaczęła nas kształtować i wpływać na nasze wybory.

Globalna monokultura

Spotify wie, czego słuchamy. Netflix wie, co oglądamy. TikTok wie, na czym zatrzymujemy wzrok. Algorytmy rekomendacji stały się najpotężniejszym narzędziem kształtowania gustów w historii. Kiedyś muzyka zależała od miejsca, w którym się urodziliśmy.
Dziś nastolatek z Warszawy i z Tokio słuchają tego samego trap-popu – stworzonego nie przez artystów, lecz przez analizy danych i testy zaangażowania. Różnorodność kulturowa nie zanika już przez kolonializm. Zanika przez rekomendacje „dopasowane do Twoich zainteresowań”.

Marcin Kół w książce Do nielicznego grona szczęśliwych pisze: „Po pierwsze, im więcej jest zapisane, sfotografowane, upamiętnione, tym mniej trzeba pamiętać” Kiedy pamięć stanowiła formę przechowywania […] trzeba było sobie stale opowiadać.  Wieczorami siadano i opowiadano te same historie po wiele razy, właśnie żeby pamiętać”.
Dziś algorytm pamięta za nas. I wybiera, co warto zapamiętać.

Pytania, które nas uratują

Nie uciekajmy od technologii, ale nie przyjmujmy jej bezkrytycznie.
Zanim zaakceptujemy kolejne „udogodnienie”, zadajmy sobie kilka prostych pytań:
Kto na tym zyskuje?
Czy ta technologia zbliża mnie do ludzi, czy mnie od nich oddala?
Czy kontroluję ją, czy to ona kontroluje mnie?
Czy świat, który buduje, to świat, w którym chcę żyć?

Nie ma gotowych odpowiedzi. Ale samo zadawanie pytań to już akt oporu. To różnica między biernym konsumowaniem a świadomym wyborem.

Spojrzenie poza ekran

Może dlatego warto czasem odłożyć telefon w Luwrze. Żeby naprawdę zobaczyć Mona Lisę. Żeby przez chwilę być tam, gdzie jest nasze ciało. Doświadczyć świata bez pośrednictwa algorytmu, bez filtrów, bez lajków.

Paradoks zasięgu polega na tym, że im więcej możemy objąć wzrokiem przez ekran, tym mniej naprawdę widzimy. Im bliżej jesteśmy całego świata, tym dalej od tego, co mamy na wyciągnięcie ręki.

Może więc czas zobaczyć obraz, nie tylko go sfotografować. Porozmawiać z człowiekiem, nie z awatarem. Zadać pytanie, zamiast przescrollować dalej. Bo tylko myślenie – prawdziwe, wolne, krytyczne – może uratować nas przed utratą samych siebie w cyfrowym szumie. Nie fotografujmy życia. Żyjmy je.

Król, M. (2018). Do nielicznego grona szczęśliwych. Warszawa: Wydawnictwo Iskry.

Infuture Institute. (2024). Dobrostan Polek i Polaków – Raport. Gdańsk: Instytut Infuture.

Parker, S. (2017). Wypowiedź dotycząca uzależniającego wpływu Facebooka na użytkowników. 

Harari, Y. N. (2018). 21 lekcji na XXI wiek. Warszawa: Wydawnictwo Literackie.

Zuboff, S. (2021). Wiek kapitalizmu inwigilacji. Walka o przyszłość ludzkości na nowej granicy władzy. Warszawa: Wydawnictwo Czarna Owca.
Stępień-Załucka, B. (2025). Algorytmy jako narzędzia manipulacji wyborczej i ich wpływ na demokrację. Studia Wyborcze, 2025(6), 23-45.