Talerze poza zasięgiem!

Cztery osoby siedzą przy stole i jedzą razem posiłek: burgery, frytki i warzywa. Na stole i kolanach leżą telefony.

autor: Marcel Woźniak, przyjaciel, pisarz i scenarzysta

Jesteśmy stale głodni połączeń z innymi, a jednocześnie nigdy takimi relacjami dobrze nie odżywieni.

Uczta, od której wszystko się zaczęło

Zaczęło się od 71 pieczonych żółwi. To było menu pierwszej znanej ludzkości uczty przy stole, która odbyła się około dwunastu tysięcy lat temu[1]. Nie wiadomo, o czym podczas posiłku dyskutowano, ale – zdaniem badaczy – wspólne jedzenie już wtedy spełniało „kluczową rolę w budowaniu i ugruntowywaniu relacji społecznych”[2].

Cywilizacja zawsze dążyła do udogodnień w komunikacji. Powstały krzesła i stoły, by przy nich zasiadać, jeść, dyskutować. Wymyślono podłokietniki, podnóżki, regulowane ławy. W dalekiej Japonii stworzono kaiten sushi – taśmociąg, którym sushi porusza się przed klientami.

Powrót do przeszłości

W filmie Powrót do przyszłości II z 1989 roku rodzina McFly siedzi w futurystycznym domu przy kolacji. Dzieci w okularach VR na twarzach oddają się grom video, ojciec w swoim gabinecie patrzy na sztuczne widoki rzucane na okna-ekrany, a matka wsadza do piecyka mikroskopijnej wielkości pizzę, by po kilku sekundach wyjąć placek w rozmiarze XXL. „Nikt nie nawadnia pizzy tak, jak ty, mamo!” – krzyczy syn, nie odrywając się od wirtualnego świata. Bo w domu McFly’ów nikt ze sobą nie rozmawia, każdy żyje w swoim świecie cudów techniki.

Internet przestrzega, by unikać „sentymentalnych, nostalgicznych przywołań przeszłości”. W artykule o wellbeing mogą brzmieć, jak rady rzucane przez wąsatego wuja, jakoby “kiedyś to było lepiej”. Chata GPT jednak nie było, kiedy babcia podawała do stołu w 1990 roku, a film o „nawadnianiu pizzy” i podróżach w czasie wchodził w Polsce do kin. Zabronione było w moim domu tzw. „jedzenie na osóbki” czyli osobno. Wspólny posiłek – którego przyrządzenie zajmowało sporo czasu – to było święto, możliwość spędzenia czasu z bliskimi. Inna sprawa, że trzymanie łokci przy ciele i widelca w lewej dłoni, a także odchylanie talerza od siebie, kiedy dokańczamy zupę – były to mieszczańskie naleciałości. Ale wciąż, jedzenie stanowiło o pewnej wspólnocie rodzinnej. Wszystko dzięki instytucji talerzy i instytucji stołu.

Rok 2002. Połączenia komórkowe kosztują po 3, 4 złote za minutę. Sieć ERA pokazuje telewidzom spot pt Zadzwoń do mamy. Kolejni bohaterowie mówią o tym, co ważne w życiu. W ostatnim kadrze siedzący na pieńku drwal odwija kanapkę i mówi: “Zadzwoń do mamy”, a lektorka dodaje: “Jest tyle do powiedzenia”. Oto telefon komórkowy umożliwia spędzanie czasu nie tylko z bliskimi, ale i z tymi, którzy są daleko.

Rok 2015. 89% Amerykanów podczas rozmowy “twarzą w twarz (która ma kluczowe znaczenie dla naszego dobrostanu psychicznego), zdarzało się jednocześnie korzystać z telefonu (sprawdzać wiadomości, otwierać aplikacje, robić zdjęcia etc.), a 82% potwierdziło, że rozmowa ta z tego powodu ucierpiała”.[3]

To dlatego dzisiejsza epoka nazywana jest „digimodernizmem”, a jej definicja głosi, że „w środowiskach cyfrowych granica między rzeczywistością a fikcją staje się coraz bardziej niewyraźna”. W epoce digimodernizmu wszystko dryfuje, niczym onigiri w restauracji kaiten sushi, ale zdecydowanie szybciej, niż żółwie z pierwszej uczty.

 Oto dwanaście tysięcy lat później dziewczynka przy obiedzie opiera iPhone’a o wazon. Na ekranie leci bajka, a dziecko wlewa w siebie posiłek. Dziecko jest ciche i skupione, jego zielone oczy zmieniają kolor na niebieski – od migoczącego w nich światła ekranu. Szkło wazonu odbija wizerunek ślicznej dziewczynki.

Relacje fast food

Jeśli nie masz wazonu, możesz wybrać „Bergenes” albo „Krubbet” – znana, szwedzka sieć oferuje wiele podstawków pod telefony, by móc nie przerywać naszego kontaktu z siecią. Inny serwis sprzedażowy, doradza „czym kierować się wybierając trzymadełko do smartfona”. Nic dziwnego: nikomu przecież nie zależy na tym, żebyśmy byli offline.

Natalia Hatalska tłumaczy, że „współczesny sposób budowania więzi przypomina fast food: dużo, szybko, ale bez wartości odżywczej. Zaczynają nam wystarczać SMS-y, dyskusje w mediach społecznościowych, wiadomości na WhatsAppie, choć oczywiste jest, że kontakt bezpośredni zapewniłby nam zupełnie inną jakość. W konsekwencji oczekujemy też od siebie nawzajem coraz mniej – często zadowala nas coś, co jest zaledwie namiastką kontaktu”.[4]

FOMO jako przyprawa codzienności

Okazuje się, że dziś jest nie tylko „tyle do powiedzenia”, ale tyle rolek do obejrzenia, gifów do wysłania, powiadomień do sprawdzenia. Firmy Meta i Ray Ban oferują okulary, w których możemy – siedząc z kimś przy stole – czytać jednocześnie na szybce okularów wiadomości. Współczesny McFly „mówi jedno, robi drugie, a myśli trzecie” – parafrazując psychologa Jacka Walkiewicza. A my na drugie danie wybieramy z menu FOMO. To specjalny, wieloskładnikowy imperatyw nieustannego sprawdzania powiadomień. Jego smak jest tak intensywny, że odczuwamy FOMO nawet w sytuacjach intymnych czy zagrażających życiu. Posiłek przy stole mógłby przecież przekształcić się w rozmowę, rozmowa rozciągnęłaby się na cały wieczór. Potem sprzątanie, mycie naczyń, jakaś kawa – możemy stracić tak wiele czasu, nie wiedząc, co nas ominęło w sieci.

Być może okaże się, że to, co trzydzieści lat temu wymyśliła babcia, sprawdziłoby się i dziś wobec nas, dorosłych. Celebracja posiłku w ciszy. Wspólna chwila razem. Rozmowa twarzą w twarz. Dla dobrostanu psychicznego.

Królewski foodporn sprzed stuleci

Ale zaraz, musimy zrobić zdjęcie tego pięknego posiłku… Ta sama sieć handlowa od „trzymaków” na telefony wypuściła reklamę: dwór królewski przed kilkoma stuleciami. Nadworny malarz kończy w pocie czoła tworzyć obraz: zawartość talerzy i półmisków na stole króla. Artysta zawija płótno, wrzuca je na wóz i pędzi co koń wyskoczy do miasta. Tam wspina się na podwyższenie i odsłania płótno przed tłumem gapiów. Ci obserwują uważnie, co król miał na stole – niektórzy podnoszą kciuki, inni nie. Malarz zwija obraz, pędzi z powrotem na dwór, i obwieszcza królowi, jak mieszkańcom grodu przypadło do gustu jego „foodporn”.

Może to dlatego, że „rozmowa o jedzeniu obraca prywatny akt jedzenia w wydarzenie publiczne i nadaje znaczenia otaczającemu nas światu, sytuując żywność w kontekście społecznym”?[5] A może jest tak, że zaglądamy do telefonów przy stole, będąc jednocześnie w tych 82% ludzi, którym telefony przeszkadzają w trakcie rozmów? Może „digital wellbeing” zacząć właśnie przy stole, podczas posiłków? Może higiena cyfrowa przy jedzeniu – choćby to była kanapka „jedzona na osóbki” – będzie nie tylko dla naszych towarzyszy, ale i dla nas samych czymś więcej, niż iluzją posiadania kontroli nad sytuacją? Czy takie rozwiązanie, jedzenie bez ekranów i telefonów, byłoby możliwe? Może pierwsi biesiadnicy wiedzieli od razu, jak jeść? Może ich żółwie odpowiadały kulturze slow?

Małe kroki: talerze poza zasięgiem sieci

Problem z talerzami poza zasięgiem rozrasta się do coraz większego zagadnienia. Internet podpowiada, aby nie używać „negatywnych, katastroficznych wizji przyszłości czy skutków używania technologii”. Czy to nie paradoks w „wieku paradoksów”, że technologiczny dżin z lampy (wazonu?) ChatGPT odradza pisanie o negatywnych skutkach używania technologii? A zatem, w myśl reguły „nie myśl o niebieskim ekraniesłoniu”… to znaczy: słoniu, w Fundacji Offline nie myślimy o negatywach, ale skupiamy się na tym, co możemy zrobić.

Najlepiej podejmować małe kroki ku zmianom. Postulujemy i namawiamy: trzymajmy talerze poza zasięgiem sieci! Posiłek jedzony z tych satelitarnych naprawdę smakuje zupełnie inaczej. Jak nawodniona pizza z sosem FOMO. Pamiętajmy, że młodsi biorą z nas przykład i to my musimy zadbać, by „niewyraźne granice” miały jasno wytyczoną linię. Wspólna uczta, rozmowy, uwaga poświęcona sobie nawzajem mogą sprawić, że będzie „tyle do powiedzenia” w ramach wspólnoty. Bez względu na to czy zjemy mięso czy same ziemniaki, ani jak wyjdą na zdjęciu. Nie bądźmy jak McFly – nie patrzmy w ekran podczas jedzenia.

[1]    Zob. https://books.openedition.org/iblpan/4651 za: N. D. Munro, L. Grosman, Early Evidence (ca 12,000 B P) for Feasting at a Burial Cave in Israel, „PNAS” 2010, nr 35 (107), s. 15362–15366.

[2]    Tamże.

[3]    Natalia Hatalska, Wiek paradoksów. Czy technologia nas ocali?, Kraków 2021, s. 101.

[4]    Hatalska, s. 102.

[5]    Zob. L. Fernández-Galiano, How Did Food Get So Big? Ten Sketches, „Log” 2015, nr 34, s. 14. Cyt. za: https://books.openedition.org/iblpan/4651